Wywiady

Nie odrzucaj Kordiana Trudnego

Promocja młodych twórców, krążących wokół psychodelii, to statutowe zadanie Psychosondy. Z wałbrzyskim muzykiem Kordianem Trudnym (Maćkiem Domagalskim) rozmawiamy o jego ostatniej płycie Odrzuty, muzyce eksperymentalnej i jego planach na najbliższą przyszłość.

Marcin Mieszczak: Ostatnio opublikowałeś album Odrzuty. Zanim o nim porozmawiamy, chciałbym zapytać o to, co wcześniej robił Kordian Trudny? Była EP-ka 58-300. Coś jeszcze? Występy, nagrody, publikacje?

Kordian Trudny: Nie ma zbytnio o czym mówić, przed 58-300 nie zrobiłem w muzyce praktycznie nic, do czego dziś warto byłoby wracać. Grałem w paru amatorskich zespołach, potem na kilka lat niemal zarzuciłem muzykę, sporadycznie nagrywałem coś i wypuszczałem w sieci, ale raczej z przymrużeniem oka. Dopiero trzy lata temu wziąłem się w garść i ruszyłem z Kordianem Trudnym. Docelowo miał być to zespół, ale skończyło się na mistyfikacji, od początku do dziś wszystko piszę i nagrywam sam. Ten sposób pracy zdążył mi się spodobać na tyle, że już z niego nie zrezygnuję. Zespół w międzyczasie powstał, ale skręcił w stronę luźnych jamów i stał się osobnym bytem. Wciąż istnieje, ale z sali prób na razie nie wylazł.

Skąd pomysł na tego typu muzykę? Masz jakiś swoich mistrzów, którzy są dla Ciebie inspiracją? Płyty, obok których z chęcią postawiłbyś Odrzuty?

Mistrzów mam wielu, byłaby to długa wyliczanka. Moja trójca święta to Beatlesi, Velvet Underground i Negativland, ale nawet nie myślę o wdrapywaniu się na półkę, na której leżą ich płyty. Spróbuję bardziej ogólnie: z jednej strony fascynuje mnie rock lat 60, a zwłaszcza psychodelia (zarówno ta bardziej popowa, jak i ta eksperymentalna), z drugiej – cały szeroki nurt muzycznego recyklingu, od eksperymentów z taśmami z lat 50 i 60 po współczesnych twórców kolaży dźwiękowych, hip-hop, elektronikę. Słucham też sporo muzyki tanecznej, szczególnie z przełomu lat 80 i 90 – wczesne techno, acid house. Mógłbym jeszcze wymienić muzykę poważną różnej maści, krautrock, shoegaze, folk, post-punk, pop, zespoły z Elephant 6, ambient, industrial, trochę jazzu, a jest pewnie jeszcze całe mnóstwo innej muzyki, która wywarła na mnie wpływ, choć nie zdaję sobie z tego sprawy.

Jak nagrywasz swoją muzykę? Czy to tylko twór składający się z sampli, dźwięków komputerowych i Twojego wokalu czy dorzucasz też jakieś klasyczne instrumenty? Często słychać np. gitary, wspomniałeś, że nagrywasz je również sam…

Gitary nagrywam sam, reszta to sample i programowanie VST. Nie wykluczam większej ilości żywych dźwięków w przyszłości. Nagrania powstają po partyzancku, nie mam nic, co można byłoby nazwać domowym studiem. Cały mój sprzęt to mikrofon dynamiczny, przedwzmacniacz i laptop. Miks i mastering robię „na czuja”, nie mam na ten temat zbyt dużej wiedzy i uczę się na błędach. W przyszłości pewnie coś dokupię i być może skorzystam z pomocy ludzi, którzy znają się na realizacji dźwięku, ale na razie celowo narzucam sobie techniczną niepełnosprawność, bo kiedy sprzęt mniej absorbuje swoimi możliwościami, łatwiej skupić się na treści.

Opowiedz nam o Odrzutach.

Odrzuty są luźnym zbiorem kawałków, które powstawały – bardzo powoli i na raty – już od 2010 r. To trochę kompromisowy materiał – miał być dłuższy, bardziej dopracowany, bardziej spójny, ale zwyczajnie przegrywałem z brakiem czasu, bo w tym okresie więcej pracowałem zarobkowo. Nie chciałem jednak w nieskończoność milczeć, więc spiąłem się i doprowadziłem część materiału do postaci, której się nie wstydzę. Wiele pomysłów nie wyszło poza etap szkiców, będzie do czego wracać. Odrzuty to dla mnie przymiarka do następnego materiału, do którego podejdę poważniej i będzie bardziej adekwatnym świadectwem tego, na co mnie stać. Właściwie dopiero się rozkręcam, najważniejsze rzeczy jeszcze przede mną.

W Polsce gra się taką muzykę?

Nie słyszałem jeszcze niczego, co wydałoby mi się podobne do tego, co robię. Nie znaczy to jednak, że polska muzyka mnie nie interesuje. Staram się być na bieżąco i jest kilku artystów, którzy robią na mnie duże wrażenie.

Nieodłączną częścią Twojej twórczości są teksty – oryginalne, abstrakcyjne i psychodeliczne (leżące na ulicy ucho, dyrektor, który będzie rządził telewizorem)? Wychodzisz na Wałbrzych i opisujesz co widzisz? A może są inne sposoby czerpania inspiracji?

Na ogół tekst powstaje do napisanej wcześniej muzyki, która określa rytm i brzmienie, a to już w mniejszym lub większym stopniu może zdeterminować treść. Tematy raczej rzadko przychodzą prosto z ulicy, częściej szukam ich gdzieś głęboko w swojej głowie, wyłazi pewnie coś z przeczytanej literatury, z medialnej papki. Czasami pierwsze zdanie, jak pierwszy milion, trzeba ukraść. Jedno jest pewne: nie mam światu nic ważnego do przekazania słowami, teksty są dla mnie tylko uzupełnieniem muzyki i to one muszą do niej pasować, a nie odwrotnie. Mimo to zależy mi na ich jakości. A że są psychodeliczne? Taka już moja natura.

Lubimy takie natury. Jakie plany na promocję i dalszą twórczość?

Tę zimę poświęcam na skok w bok i pracuję w duecie – będzie to projekt pod inną nazwą, łączący słowo mówione z muzyką, tym razem czysto elektroniczną i mniej przystępną. Ten materiał będzie po rosyjsku i siłą rzeczy będzie adresowany raczej do rosyjskich słuchaczy, ale kto wie, może tutaj też kogoś zainteresuje. Jednocześnie zbieram pomysły na kolejny, bardziej piosenkowy materiał Kordiana, mam już kilka pozaczynanych rzeczy, będę siedzieć nad tym powoli i bez ciśnienia. Co do promocji – wyjdzie w praniu, nie myślę o tym zbyt wiele. Samodzielne promowanie się w Internecie to dziś walenie głową w gruby mur. Oczywiście wciskam swoje linki, gdzie się da, ale od początku liczyłem się z tym, że odzew będzie mizerny. Muzyka nie jest już dla ludzi tak ważna, jak np. jeszcze dwadzieścia lat temu. Nie jest łatwo zachęcić kogoś do posłuchania czegoś nieznanego nawet wtedy, kiedy nie chcesz za to ani grosza. To mnie nie zraża, nagrywam, bo lubię, a słuchacze, do których chciałbym dotrzeć, prędzej czy później to znajdą, choćby i po paru latach. Nagrania to nie mleko, nie psują się.

Trzymam kciuki za wszystkie plany i projekty i oczywiście z każdym z nich zapraszam na łamy Psychosondy.

Rozmawiał Marcin Mieszczak