Wywiady

Mieszkałem w sklepie z winylami – wywiad z Krystianem Woźniakiem

Krystian Woźniak - Winylownia

 Jak rozwijała się Winylownia? Jak to jest mieszkać w sklepie z winylami? Dlaczego nowe tłoczenia winyli są takie fajne? O to między innymi zapytaliśmy Krystiana Woźniaka ze sklepu Winylownia. 

Marcin Mieszczak: Winylownia (wcześniej Basemental) istniała najpierw w sieci, a potem przeszła do „reala”. Co było impulsem do takiego kierunku rozwoju? A może to była naturalna część większego planu?

Krystian Woźniak (Winylownia): Po części zmusiła mnie do tego sytuacja. Po dwóch przeprowadzkach (spowodowanych brakiem miejsca na kolejne kilogramy płyt) pomyślałem – tym razem wychodzę z tym do ludzi. Zresztą nie zmieniło się tak wiele, sporo osób przychodziło do mojego mieszkania zanim otworzyłem białostocką Winylownię. Można powiedzieć, że przez 2 lata mieszkałem w sklepie z winylami :)

Sprzedaż winyli można podzielić na trzy kategorie: sprzedaż w sklepie internetowym, sprzedaż w sklepie stacjonarnym i sprzedaż na giełdach. Jak scharakteryzowałbyś każdy z nich, co cechuje klientów każdego z tych sposobów sprzedaży?

Najwięcej radochy daje oczywiście sprzedaż bezpośrednia. Otwarcie sklepu stacjonarnego to była najlepsza decyzja, jaką podjąłem, od kiedy na poważnie zająłem się winylami. Po półtora roku z wiekszością osób, które przychodzą do nas, jesteśmy na Ty. Każdy, kto prowadzi sklep z winylami wie, jak specyficzny jest to rodzaj działalności. Winylarze to Wariaci! Pozytywnie zakręceni ludzie, którzy często myślą innymi kategoriami. Oczywiście jak wszędzie, trafiają się też straszne mendy, jednak prowadząc sklep (jeżeli masz odrobinę charakteru) masz ogromny wpływ na kreowanie społeczności, którą wokół niego skupiasz. Osobiście jestem dumny ze środowiska, które udało nam się stworzyć w Białymstoku, a Sopot też ma swój niepowtarzalny klimat.

Winylownia BialystokWinylownia Białystok

Na giełdach też coraz rzadziej jesteśmy anonimowi, zjeździliśmy już pół Polski i w każdym mieście jest z kim zamienić zdanie. Miło jest spotkać na drugim końcu kraju osobę, która zna i lubi Winylownię – to daje kopa do pracy po powrocie do domu. Zdajesz sobie sprawę, że przez internet nie sprzedajesz rury hydraulikowi, tylko przedmiot, na który czeka z wypiekami na twarzy pasjonat, który później celebruje każdy dźwięk wydobywający się z głośników.

Jest mnóstwo osób z całej Polski, z którymi utrzymuję stały kontakt, a których nie widziałem nigdy na oczy. Im dalej zapuszczam się w głąb kraju, tym więcej z nich poznaję osobiście. Z każdej giełdy coś się wynosi (nie zawsze pieniądze ;), poznajesz nie tylko klientów, ale też ludzi, którzy żyją podobnie jak ty, utrzymują się z winyli. Powstają przyjaźnie, otwierają się nowe możliwości.

 

Jak zapatrujesz się na zdanie niektórych kolekcjonerów, że winyle powinno kupować się tylko osobiście, poprzedzić je dokładnym obejrzeniem płyty, rozmową ze sprzedawcą?

Życzę im powodzenia w poszerzaniu kolekcji. Możliwość obejrzenia płyty i zamiany kilku zdań ze sprzedawcą jest super, ale nie wszystko dostaniesz w lokalnym sklepie z płytami czy na najbliższej giełdzie. Takie podejście sprawdzi się tylko u osób cierpliwych, które pół życia polują na jeden album. Kiedy chcę mieć jakąś płytę, chcę ją mieć TERAZ. Internet daje mi taką możliwość, mogę też w łatwy sposób sprawdzić, ile dany album faktycznie jest wart przed zakupem. Większość płyt ze swojej kolekcji kupiłem przez internet, a po giełdach jeżdżę regularnie.

Winylownia Bialystok Winylownia Białystok

Jak ze swojej perspektywy opisałbyś kondycję internetowego rynku winylowego w Polsce?

Rozwija się bardzo dynamicznie. Może się wydawać, że z każdym miesiącem coraz bardziej. Nie ma co się dziwić, pamiętam jak sam zaczynałem, perspektywa utrzymywania się z płyt winylowych to było marzenie. Myślę, że to główny powód, dla którego coraz więcej osób próbuje swoich sił w tym (bądź co bądź) biznesie. Nie ogranicza się to do internetu, nowe sklepy powstają w całej Polsce jak grzyby po deszczu. Z drugiej strony pojawiają się przesłanki, że jesteśmy w punkcie zenitalnym boomu na winyle, a nawet że sprzedaż płyt powoli spada. Zobaczymy jak to się rozwinie.

Z roku na rok obserwuję rozwój Waszego brandu: najpierw sklep internetowy, potem stacjonarny, do tego usługi projektu CzystyWinyl.pl… Ostatnio pojawił się także drugi sklep z logo Winylownia…

Gdyby doba miała 48 godzin i tak nie zdążyłbym zrealizować wszystkich swoich pomysłów. Miesiąc temu otworzyliśmy drugą Winylownię, tym razem w Sopocie. Kosztowało nas to masę czasu i pracy, przez co może się wydawać, że nasz sklep internetowy nieco zamula, ale nie dajcie się zwieść. Kończymy prace nad nowym systemem, musimy dostosować się do nowych potrzeb i ułatwić przeglądanie sklepu od strony klienta, co jest podstawą. Można powiedzieć, że jesteśmy w etapie przejściowym, ale nie potrwa to długo, a później damy porządnie czadu! Ekipa Winylowni się powiększyła i liczy teraz 4 osoby – co dobrze wróży na przyszłość.

Ekipa WinylowniTrzy czwarte ekipy Winylowni. Od lewej – Krystian Woźniak(Białystok), Szymon Dąbrowski (Białystok), Tomasz Samociuk (Sopot). Brakuje tylko Paryssa z Sopotu. 

Jak rozwiązać odwieczny problem kolekcjonera – sprzedawcy? Są z pewnością płyty, które trafiają do Waszych kolekcji, a które z pewnością świetnie sprzedałyby się w sklepie. Gdzie jest ta nieprzekraczalna granica?

Na samym początku starałem się kupować do sklepu wyłącznie płyty, które chciałbym mieć w swojej kolekcji. Jeżeli się nie sprzeda, to trudno (miałem wtedy niemal wyłącznie używane płyty i momentami więcej krążków trafiało do mojej prywatnej kolekcji niż do sklepu :). Z czasem stało się to oczywiście niemożliwe do zrealizowania, chcąc trafić do szerszego grona trzeba poszerzać asortyment. Z upływem czasu moja prywatna kolekcja stawała się coraz bardziej wyważona, coraz staranniej dobierałem płyty, zostały pozycje których faktycznie słucham i do których chętnie wracam. Obecnie stosunkowo rzadko „podbieram sobie” coś z naszych używanych, wiekowych płyt, o które przecież najciężej. Bardzo lubię natomiast nowe, limitowane wydania, najczęściej na kolorowych winylach – im mniejszy nakład tym lepiej. Czasem wręcz łapię się na tym, że chcę mieć album tylko i wyłącznie ze względu na jego rzadkość lub zajebistość wydania, nie ze względu na zawartość muzyczną. Limity mają natomiast to do siebie, że szybko się wyprzedają i ich wartość wzrasta. Czasem to jest prawdziwa walka, kiedy gonią cię terminy faktur, a obok na półce stoi mała fortuna. Ale najważniejsze to być twardym! :)

Otwarcie Winylowni Sopot Winylownia Sopot – otwarcie

Opowiedz coś proszę o Twojej prywatnej „wyważonej” kolekcji?

Myślę że różni się bardzo od prywatnych kolekcji większości właścicieli niezależnych sklepów. Z ponad 80% płyt w mojej kolekcji osobiście zrywałem folię. Jestem zwolennikiem nowych wydań. Głównym powodem jest fakt, że najczęściej słucham współczesnej muzyki, począwszy od wczesnych lat 90. aż do bieżących wydawnictw. Uważam, że klasykę rocka, jazz, blues (i korzenie muzyczne w ogóle) trzeba doceniać i szanować, sam mam w kolekcji kilkadziesiąt płyt sprzed 40-50 lat w oryginalnych wydaniach, do których od czasu do czasu wracam. Nie można natomiast ograniczać się wyłącznie do tego okresu. Muzyka nie skończyła się wraz z końcem lat 70.

Prawie połowa płyt w mojej kolekcji to wznowienia. Płyty z lat 90. na przykład są bardzo drogie (no, przynajmniej te, których szukam :), wychodziły w erze CD w małych nakładach. Dzięki modzie na winyle mogę teraz dostać porządne wznowienia w ludzkiej cenie. Przykład: ostatnie wydanie „No Code” Pearl Jam, płyty która wyszła na winylu wyłącznie w 1996 roku i za którą jeszcze 2 miesiące temu trzeba by było zapłacić ponad 600 zł. Reedycja kosztuje 1/4 tej ceny, a wygląda i brzmi rewelacyjnie!

Winylownia na Wielkim AntykwariacieKrystian przed PKiN podczas ostatniej edycji Wielkiego Antykwariatu

Oczywiście w przypadku winyli dochodzi kwestia „pochodzenia” dźwięku. Zgadzam się, że analogowe brzmienie jest bardziej muzykalne, ludzkie, po prostu przyjemniejsze. Prawdą jest też, że zdecydowana większość płyt (ale nie wszystkie!), które są obecnie wydawane, zawiera zapis, który przynajmniej na jednym etapie był obrabiany cyfrowo. Nie rozumiem natomiast ludzi, którzy z tego powodu dyskwalifikują nowe wydawnictwa. Podejście typu „wszystkie nowe płyty brzmią jak g…” jest bardzo powszechne, powtarzane bezmyślnie, bez potrzeby sprawdzenia, przekonania się na własnej skórze. Wiele wznowień natomiast brzmi lepiej niż oryginalne wydania, niektóre remastery to dzieła sztuki, nie wspomnę już o kwestiach estetycznych, szacie graficznej, przy której artyści i producenci prześcigają się w pomysłach czy nowinkach takich jak hologram na płycie. No, ale za takie „herezje” można od niejednego antykwariusza dostać w gębę :)

 

Jak już wspomnieliśmy wcześniej, każdy z nas śledzi kierunek rozwoju winylowego rynku w Polsce i na świecie… Jakie przewidywania odnośnie najbliższych lat?

Winyl spowszechniał, nie jest już niczym wyjątkowym. Każde większe miasto ma przynajmniej jeden sklep, w każdej galerii znajdziesz półkę z płytami. Powstają nowe tłocznie (to, że tłoczy się w nich np. reedycję Erasure „Circus” – albumu, którego oryginalne wydanie można kupić w stanie near mint za 20 zł, to osobna kwestia). Myślę, że wszystkie te czynniki spowodują, że spadną ceny reedycji, a ceny starszych wydawnictw będą rosły (mówiąc „starszych” mam na myśli również te wydawane teraz, za 3 lata ludzie będą chcieli pierwszego wydania „A Moon Shaped Pool” Radiohead). Co za tym idzie wznowienia staną się bardziej popularne. Do takich wniosków dochodzę po obserwacji sprzedaży, jak i zapytań w naszych sklepach i internecie. „Moda na winyle” nie skończy się tak szybko jak twierdzą niektórzy, z kolekcjonowania nie tak łatwo jest się wyleczyć…

Dzięki wielkie za rozmowę i życzę Ci powodzenia w rozwijaniu projektów! 

Zobacz stronę sklepu: Winylownia