GramofonyWinyle

Niezwykłe gramofony – subiektywny przegląd

Niezwykłe gramofony

Dla wielu entuzjastów analogowego dźwięku, „postęp” w dziedzinie gramofonów ogranicza się do poszukiwania coraz lepszych wkładek, igieł, wzmacniaczy i głośników. Gramofon jaki znają, właściwie niczym nie różni się od tych, jakie znali ich ojcowie i dziadkowie. Ba, wiele z legendarnych urządzeń z dekad ubiegłych to wciąż bestsellery. A jednak na przestrzeni wieków byli tacy, którzy postanowili zmienić bieg rzeki, by nieco nawodnić tę Saharę innowacyjności. Poznajcie urządzenia, które podważają definicję gramofonu.

Co sprawia, że gramofon jest gramofonem? Jeśli pomyśleliście o takich wyróżnikach, jak talerz z obracającym się winylem, odczytywanie dźwięku z płyty za pomocą igły czy przetwarzanie go w elektryczny sygnał za pomocą wkładki, będziecie zmuszeni uznać, że żadne lub choć niektóre z opisanych poniżej urządzeń nie są gramofonami. A jednak wszystkie potrafią odtwarzać płyty winylowe…

Gramofon laserowy

Historia ta rozpoczyna się w latach w latach 70. od prostej, acz niezwykle celnej obserwacji – tradycyjny gramofon szkodzi płycie winylowej. Bez względu na jakość urządzenia i dokładność kalibracji, spacerująca po rowku płyty igła nieubłaganie prowadzi do powstawania na jej powierzchni mikrouszkodzeń. Zmienić postanowił to William K. Heine, który w roku 1977 przedstawił koncepcję gramofonu laserowego. Owy „laserofon” miał odczytywać i równocześnie odtwarzać dźwięk z rowka płyty za pomocą lasera – bez konieczności fizycznego kontaktu.

Finial Laser TurntableGramofon od Finial w niewielkim stopniu przypominał swoich bardziej tradycyjnych odpowiedników. Źródło: audiohistory.com

Jego pomysły starał się wcielić w życie Robert E. Stoddard, który w roku 1983 założył firmę Finial Technology. Celem było stworzenie gramofonu laserowego, który nie tylko nie szkodził płycie, ale pozwalał na odtwarzanie bez typowych dla tradycyjnych gramofonów problemów – m.in. drżenia spowodowanego przez nierównomierne obroty talerza.

Jeszcze w roku 1984 Robertowi wydawało się, że będzie w stanie sprzedawać gramofony laserowe za 2,5 tysiąca dolarów. Innowacyjny produkt spotkała jednak seria nieszczęść. Najpierw pojawiły się kłopoty z dostawą komponentów, potem nastąpiła gospodarcza recesja (zdecydowanie niesprzyjająca popytowi na drogie nowinki!), w końcu na rynku zadebiutowała płyta CD.

Ostatecznie Finial zwinął się z rynku. Zdążył jednak sprzedać patenty japońskiej BSR, która w końcu, jako ELP Japan, wydawała w roku 1997 laserowy gramofon. Jego oryginalna cena 20 tysięcy dolarów została w 2003 obniżona o jedynie 50%. Jak brzmi to cudo? Możecie posłuchać na poniższym filmie (odsłuch rozpoczyna się od 7:14), opowiadającym o kulisach pracy nad laserowym gramofonem od ELP. 

A może tak wymienić igłę na kamerę?

W realizacji wizji gramofonu bez igły, jeszcze dalej poszedł Carl Haber. Tym razem innowacja zrodziła się z obserwacji, że wiele starych płyt, zawierających historycznie ważny materiał, jest już dziś tak delikatnych (mowa tu zwłaszcza o płytach szelakowych), że odtwarzanie ich na tradycyjnym gramofonie to dla nich niemal wyrok śmierci.

Haber postanowił stworzyć maszynę, która odtwarza płyty bez konieczności fizycznego kontaktu z ich rowkami. Wybrał inną drogę niż wspomniany wyżej Stoddard. Wynikiem jego prac był system IRENE. Dzieło Habera wykorzystuje kamerę, która obraca się wokół płyty, wykonując niezwykle precyzyjne zdjęcia jej rowków. Następnie do gry wkracza oprogramowanie, które na podstawie analizy cyfrowych zdjęć rekonstruuje dźwięk. Co ciekawe, nawet poważne uszkodzenie płyty nie stanowi problemu dla IRENE. System był w stanie odtworzyć nawet połamane krążki, które na pewno nie zagrałyby na żadnym tradycyjnym gramofonie.

IRENE znajduje się dziś w Bibliotece Kongresu. Obecnie trwają prace nad wersją systemu, która umożliwi odtwarzanie dźwięku stereo. Niestety, system nie jest rozwijany z myślą o komercyjnej sprzedaży. Więcej na jego temat dowiecie się z filmu poniżej (język angielski).

Z analogu do mp3

Tym razem słowo o bardziej tradycyjnych gramofonach, które posiadają jednak ciekawą (i dość kontrowersyjną) innowację. Gramofony USB to z pozoru zwykłe gramofony. To co je wyróżnia, to umiejętność zapisywania dźwięku z płyty winylowej do cyfrowego formatu mp3. Wszystko odbywa się oczywiście za pomocą łączącego gramofon i komputer kabelka USB. Ot, drobnostka. A jednak gramofon wyposażony w taką funkcjonalność do pewnego stopnia łamie bariery między brzmieniem analogowym a cyfrowym.

Niestety, większość gramofonów USB nie należy do modeli, które zadowolą audiofila. To zwykle zawierające wbudowane głośniki pudełka, których jakość odtwarzania jest niska oraz właściwie niemożliwa do poprawienia. Nagrywanie muzyki do formatu mp3 odbywa się z kolei w czasie rzeczywistym – oznacza to, że potrzeba dokładnie 40 minut, by nagrać 40 minutową płytę. Oczywiście, procesu trzeba cały czas pilnować, by program dokonujący transferu wiedział, kiedy zaczyna się nowy utwór.

Gramofon Ion z USBIon to popularny producent tanich gramofonów USB. Źródło: ionaudio.com

Czy na pewno talerz jest nam potrzebny?

Kiedy już wydaje się nam, że wszystko widzieliśmy, do naszej świadomości wjeżdża… Record Runner, znany prawdopodobnie bardziej pod nazwą Soundwagon. Produkowane przez Stokyo urządzenie to bez wątpienia jeden z najdziwaczniejszych „gramofonów”. Wszystko, co potrzebuje do odtwarzania, mieści się w niewielkim „samochodziku”, który obraca się wzdłuż rowków płyty. Nietrudno domyśleć się co, ten nazywany „mordercą winyli”sprzęt, może zrobić delikatnej płycie. A jednak wiele osób decyduje się na zakup tej analogowej ciekawostki. 

Zaprezentowane powyżej urządzenia są tak różne, że próżno szukać między nimi cech wspólnych. Poza jedną – każde z nich potrafi odtwarzać płyty winylowe. Każde z nich robi to jednak inaczej. Pozwala to myśleć, że tradycyjny gramofon, choć przetrwał tak wiele lat w niemal niezmienionej formie, nie jest dziełem zamkniętym. Bo w końcu czy powinniśmy jako takie traktować urządzenie, które chcąc nie chcąc szkodzi płytom przy każdym odtwarzaniu? Z drugiej strony, czy potrafilibyście się obejść bez sakramentalnego niemal opuszczania ramienia na płytę przed rozpoczęciem każdej sesji? 

Co o tym sądzicie? Czy zdobylibyście się na kupno gramofonu laserowego? A może wszystkie z opisanych urządzeń wydają się wam osobliwością nie mniejszą niż  wspomniany na końcu gramofonowy samochodzik? Podzielcie się swoimi opiniami w komentarzach!